ELEX – recenzja gry

Szukając informacji o tej grze w popularnej przeglądarce nie sposób nie zauważyć, że wszędzie została porównywana do Gothica. I nie ma się co temu dziwić – gra zaczerpnęła sporą porcję świetnych rozwiązań z tego, zaryzykuje stwierdzenie, kultowego tytułu. Szkoda tylko, że mankamenty również ma podobne…

Zacznę może od dosyć (od)ważnego stwierdzenia – jeżeli jesteście fanami serii Gothic to nawet nie czytajcie tej recenzji. Po prostu idźcie zagrać w ten tytuł. I nie chodzi wcale o to, że gra jest tak nieziemsko dobra. Po prostu czuć w niej ducha tej serii. A teraz przejdźmy do części właściwej tekstu.

ELEX to produkcja firmy Piranha Bytes, odpowiedzialnego za serie takie jak wcześniej wspomniany Gothic czy Risen. Nie bez powodu wszędzie porównywana jest do tej pierwszej – w grze znajdziemy naprawdę ogrom wręcz bliźniaczych rozwiązań, o których więcej dowiecie się w dalszej części.

W ELEX zderzamy się ze światem po wielkim kataklizmie, spowodowanym przez kometę – coś na wzór dinozaurów. Wraz z ową kometą na Ziemię, to znaczy na Magalan, bo to wcale nie jest nasza planeta, dostała się tajemnicza substancja nazwana ELEXem. Jak dowiadujemy się na początku gry, substancja ta okazała się być nie tylko świetnym źródłem energii ale również narkotykiem. We wprowadzeniu poznajemy również Jaksa, a więc głównego bohatera, który okazuje się być niegdyś ważną postacią w futurystycznej frakcji Albów, dziś jednak jest już wygnańcem, który powinien był zginąć, zabity przez własnego brata.

20180104221819_1

System walki w grze jest bardzo prosty. Do wyprowadzenia ciosów, uników czy parowania zużywamy pewną ilość energii, która po chwili się zregeneruje. Wygląda prosto i jest proste, choć jednocześnie nieco toporne. Zwłaszcza na początku, kiedy będziemy korzystać z tej broni, którą akurat mamy a nie z tej, którą chcemy – wszystkim walczy się inaczej. Podczas pojedynków mamy również możliwość zablokowania kamery na konkretnym przeciwniku, dzięki czemu bohater nie odwróci się plecami do przeciwnika i zawsze będzie miał go na widoku.

20180104221916_1

Ludność na Magalanie podzieliła się na obozy, to znaczy na frakcje. Berserkowie – swego rodzaju magowie, którzy ELEX absorbują z roślin w postaci many. W ogóle Berserkowie zatrzymali się na poziomie średniowiecza i poruszają się w zbrojach z łukiem przerzuconym przez bark oraz ostrzem przypiętym do pasa. Klerycy – którzy wykorzystują swoje zasoby elexitu do produkcji nowych technologii. Banici – którzy ponad wszystko cenią sobie wolność jednostki a z ELEXu wytwarzają narkotyki. Do każdej z tych frakcji możemy dołączyć. Istnieje jeszcze jedna frakcja – Albów. Albowie przyswajają ELEX bezpośrednio, korzystają z zaawansowanych technologii a religie zastąpili logiką. Do nich nie możemy się przyłączyć, a dlaczego wyjaśniłem dwa akapity wyżej.

Jeżeli chodzi o grafikę w grze, to jest ona w porządku. Szału zdecydowanie nie robi, bugów jest od groma (jak na przykład „słynne” gumowe cycki). I to właściwie tyle co przychodzi mi na myśl kiedy myślę o tym aspekcie gry. O ścieżce dźwiękowej stoi natomiast poziom, albo nawet ze trzy wyżej. Muzyka dostosowuje się do akcji, a dźwięki przedmiotów czy potworów brzmią względnie realistycznie. Dubbing jest w porządku, choć słuchając tego co mówią aktorzy (w polskiej wersji)… można się złapać za głowę. Podobnie również z niektórymi przetłumaczonymi tekstami.

20180104221922_1

W grze macie dostępny praktycznie otwarty świat, praktycznie, ponieważ niektóre stwory zabijają Was pstryczkiem w nos. ELEX stara się, nawet nie tyle równać do najlepszych i najnowszych gier gatunku, co je dogonić. A może nawet sprawić, aby miał je w zasięgu wzroku. Wydaje mi się, że problemem jest niereformowalność studia. Za bardzo trzymają się starych zwyczajów. O samo to nie jest aż tak bardzo złe, ale nie wyciągają z tych zwyczajów tego co jest dobre. Wykorzystują zarówno te dobre aspekty jak i te złe. Owocem czego jest właśnie ta gra – ani dobra, ani zła.

ELEX to ten kolega, którego nikt jakoś z wielkim zapałem na imprezę nie zaprasza, ale jak już przyjdzie to też go nie wyprasza. Można pograć, przejść, powiedzieć „zaliczone” i w sumie to tyle. Mnie ten tytuł absolutnie nie chwycił za serce a szkoda, bo pokładałem w nim niemałe nadzieje. Fanom Gothica na pewno się spodoba, ponieważ jest równie dobry ale i równie słaby.

Grę do testów dostarczył Kinguin.net. Dziękujemy!kinguin big

O Jakub Laskowski 123 Artykuły
Pasjonat sprzętu komputerowego, gier i wszelkich gadżetów.